Office lingo — słownik korporacyjnego żargonu (z tłumaczeniem na polski)
Na spotkaniu pada zdanie: „Zsyncujmy się offline w sprawie tego actionitema, bo mamy tight deadline i musimy to zbadżetować ASAP”. Cztery osoby kiwają głową. Trzy z nich nie mają pojęcia, o co chodzi. Ty też nie masz, ale kiwasz, bo tak robią wszyscy.
Korporacyjny żargon to osobny język — mieszanka angielskiego, skrótów i zwrotów, które brzmią mądrze, a znaczą zwykle coś banalnego. Oto słownik najczęstszych okazów, z tłumaczeniem na ludzki i szczyptą ironii. Rozpoznasz w nim swoje biuro — gwarantuję.
Klasyka gatunku — zwroty, które słyszysz codziennie
ASAP (as soon as possible) — teoretycznie „jak najszybciej”. W praktyce: „na wczoraj, ale nie chcę tego mówić wprost”. Im więcej wielkich liter i wykrzykników, tym mniej realny termin.
Deadline — nieprzekraczalny termin. Występuje w naturze w dwóch odmianach: „hard deadline” (naprawdę nieprzekraczalny) i „soft deadline” (czyli sugestia, którą wszyscy zignorują).
Zsyncować się / zrobić sync — spotkać się i pogadać. Tak, po prostu porozmawiać. Ale „zsyncujmy się” brzmi, jakbyśmy byli dwoma serwerami wymieniającymi dane, więc brzmi poważniej.
ping mnie — „napisz do mnie” albo „przypomnij mi”. Bo „napisz” to za mało technologicznie.
Action item — zadanie. Konkretna rzecz do zrobienia. „Zadanie” jednak zbyt przyziemne, więc mamy „action item”.
Wyższy poziom wtajemniczenia — żargon spotkań
„Let’s circle back” — „wrócimy do tego”. Uwaga: w 80% przypadków oznacza „nie wrócimy do tego nigdy”. Jeśli chcesz, żeby temat umarł godnie, właśnie tego zwrotu użyj.
„Take it offline” — „omówmy to poza spotkaniem”. Zwykle oznacza „ten temat jest zbyt szczegółowy albo zbyt niewygodny, żeby ciągnąć go przy wszystkich”.
„Let’s touch base” — „skontaktujmy się”, „bądźmy w kontakcie”. Baseballowa metafora, której nikt w Polsce nie rozumie, a wszyscy używają.
„Low-hanging fruit” — „nisko wiszący owoc”, czyli rzecz łatwa do zrobienia z szybkim efektem. Menedżerowie uwielbiają ten zwrot, bo brzmi jak strategia, a znaczy „zróbmy najpierw to, co proste”.
„Myślenie out of the box” — „kreatywne myślenie”. Ironia polega na tym, że wezwanie do myślenia poza schematem samo stało się największym schematem korpo-mowy.
Poziom ekspercki — zwroty, które zdradzają weterana
„Zbadżetować” — zaplanować budżet. Piękny przykład polsko-angielskiego potworka słowotwórczego, obok „zdelivrować”, „sczekować” i „zaforwardować”.
„Bandwidth” — „przepustowość”, ale o człowieku. „Nie mam teraz bandwidthu” = „nie mam czasu ani siły”. Traktujemy ludzi jak łącze internetowe i jakoś nikomu to nie przeszkadza.
„FYI” (for your information) — „do twojej wiadomości”. Dołączone do przesłanego maila zwykle znaczy: „masz to na piśmie, więc teraz to twój problem”.
„Quick win” — szybkie zwycięstwo, mały sukces do pokazania. Kuzyn „low-hanging fruit”, tyle że z naciskiem na to, żeby ktoś to zauważył.
„Zaligniować się” (align) — dojść do porozumienia, ustalić wspólne stanowisko. „Musimy się zaligniować” brzmi jak ustawianie kół w samochodzie, a znaczy „przestańmy mówić różne rzeczy klientowi”.
Po co nam to wszystko?
Żargon nie wziął się znikąd i nie jest tylko głupotą. Część tych zwrotów to skróty myślowe, które w międzynarodowym zespole naprawdę przyspieszają komunikację — „deadline” jest krótszy niż „nieprzekraczalny termin oddania”. Część buduje poczucie przynależności: mówisz jak plemię, więc jesteś z plemienia.
Problem zaczyna się, gdy żargon zastępuje treść. „Zsyncujmy się, żeby zaligniować action itemy przed deadlinem” można powiedzieć prościej: „pogadajmy, co kto robi, zanim skończy się czas”. Krócej, jaśniej, i nikt nie musi udawać, że rozumie.
Test na zdrowy żargon: zanim użyjesz korpo-zwrotu, sprawdź, czy prostsze polskie słowo nie oddałoby tego samego. Jeśli tak — użyj prostszego. „Ping mnie” wśród programistów jest OK. „Zbadżetujmy synergię” na spotkaniu z klientem spoza branży to prosta droga do zdziwionych spojrzeń.
Twój słownik pewnie jest dłuższy
Każde biuro ma swoje lokalne okazy — zwroty, które powstały wewnątrz zespołu i dla obcego brzmią jak zaklęcia. To naturalne i często całkiem sympatyczne. Byle nie zapomnieć, że język ma pomagać się dogadać, a nie robić wrażenie.
A jeśli chcesz poczytać więcej o tym, jak nie zwariować w biurowej codzienności — od niepisanych zasad etykiety po sztukę small talku w kuchni — mamy o tym osobne teksty. Bo życie biurowe to nie tylko meble i deadline’y. To też ludzie, którzy mówią „zsyncujmy się” i naprawdę mają dobre intencje.